W pierwszej części przedstawiłem pewną fermę i problemy jakie się na niej pojawiły wraz z rozwiązaniami. Kolejna wizyta u hodowcy odbyła się około 30-tej doby tuczu.

Wędrując między już dość dużymi ptakami nic nie wzbudzało podejrzeń. Linie pojenia i karmienia wyregulowane prawidłowo, ptaki interesują się jednymi jak i drugimi, ściółka sucha, czego chcieć więcej?

Można rzec: jedzą, piją, rosną, ale…

… ale nie do końca. Analiza kart tuczu zwróciła moją uwagę na spożycie wody. Dotychczas na fermie wyznawano zasadę: „spożycie wody rośnie z dnia na dzień? To jest dobrze”. Woda spisywana jest przez komputer codziennie o tej samej porze, więc dane są bardzo wiarygodne. I tutaj właśnie pojawiło się kolejne słabe ogniwo łańcucha. Po przeliczeniu ilości wody wypitej na ptaka okazało się, że wypijają jakieś 70% dziennego zapotrzebowania!

Po przeniesieniu danych na wykres zobaczyliśmy stopniowo narastające niedopijanie. Analiza rzutów poprzedzających tylko potwierdziła przypuszczenia. Ptaki w ostatnim okresie tuczu piją za mało wody, a wykres od 4 tygodnia przebiega coraz niżej w stosunku do krzywej wzorcowej. Ale to jest tylko skutek. Jaka jest przyczyna?

Wypływ z nypli na poziomie 50 ml/min wystarczał do pewnego momentu, później wody już zaczynało powoli brakować. Ciśnienie na reduktorach wydawałoby się prawidłowe, regularnie korygowane.

Po analizie całej linii w gospodarstwie znaleziono winnego. Okazał się nim presostat, czyli zawór ciśnieniowy hydroforu (gospodarstwo posiada własne ujęcie wody).

Zawór ten uruchamiał pompy przy ciśnieniu około 2 bar, a wyłączał po osiągnięciu 6. I właśnie przy ciśnieniu pomiędzy 2 a 4 bary i poborze odpowiadającym dużym ptakom wody było za mało. Wymiana zaworu na taki o zakresie pracy 4-6 bar rozwiązało problem. A hodowca nawet nie wiedział, że stosuje restrykcyjne pojenie, jednak troszkę wbrew sztuce.

Powyższy przykład ukazuje, jak łatwo można ulec złudzeniu, że wszystko odbywa się prawidłowo. Dopiero głębsza analiza poszczególnych elementów pozwala dostrzec, ze jednak coś dzieje się nie tak jak należy i przekłada się na efekt końcowy.

Bardzo pomocna w tym przypadku jest dokumentacja fermy, która szczegółowo prowadzona, ułatwia analizowanie poszczególnych elementów składających się na końcowy wynik tuczu.

Poprzedni artykuł

Loszki w sektorze inseminacji

Następny artykuł

Niedobór fosforu

Autor

Przemysław Przybylak

Przemysław Przybylak

Specjalista ds. drobiu

Brak komentarzy

Dodaj swój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.